Dziewczyny zacznijmy od tego, jak zaczęła się Wasza przygoda z piłką nożną i skąd zainteresowanie akurat tym sportem?
Wiktoria: Jeździłam dużo na zawody piłkarskie jeszcze w szkole podstawowej, lubiłam grać w piłkę nożną na WF-ie, później po zajęciach zostawałam na tzw. SKS-ach. W moim przypadku często grałam też z braćmi, kuzynami prywatnie przy okazji spotkań rodzinnych. Od dziecka tak naprawdę ta piłka się przewijała u mnie w różnej formie.
Helena: U mnie było podobnie, z tego co pamiętam kolega z klasy mnie zachęcił do trenowania jeszcze w szkole podstawowej. Pamiętam, że grałam wtedy z chłopakami często stojąc na obronie. Jak już tak mocniej się wkręciłam to Tata i Dziadek zapisali mnie na treningi do pierwszego klubu.
Amelia: U mnie sport zawsze był obecny w życiu, uczęszczałam na zajęcia tańca, karate. Mój Tata gra w piłkę, więc jeździłam z nim dużo na zawody w trakcie swojego dzieciństwa. Oglądałam dużo meczów na żywo, z czasem trafiłam do pierwszego klubu na treningi, gdzie na początku trenowałam jeszcze w grupie z chłopakami.
Nie pochodzicie z Warszawy, na co dzień mieszkacie u nas w bursie, skąd dojeżdżacie na treningi czy na zajęcia do szkoły. Czy oznacza to dla Was pewnie rozłąkę z rodziną w dość młodym wieku, jak sobie z tym radzicie?
Wiktoria: Do wszystkiego można się przyzwyczaić, staramy się do tego podejść w ten sposób, że jest to duży plus, że już w tak młodym wieku można nauczyć się samodzielności, odpowiedzialności. Na początku w pewnym stopniu tęsknotę odczuwałyśmy, ale z czasem to minęło.
Czy oglądając obecnie piłkę nożną, częściej śledzicie futbol kobiecy czy męski? Czy macie jakiś idoli lub idolki?
Helena: Kiedyś piłka kobieca nie była tak powszechnie transmitowana jak teraz stąd bardziej śledziło się męski futbol. Obecnie jeżeli chodzi o mnie to oglądam obie te kategorie. Moi piłkarscy idole to Kevin De Bruyne jeżeli chodzi o futbol męski i Aitana Bonmati jeżeli chodzi o futbol kobiecy.
Amelia: Ja jestem bardziej fanką męskiej piłki, ale od czasu do czasu kobiecy futbol również obejrzę. Jeżeli chodzi o idoli ciężko mi wskazać jednego zawodnika, w moim przypadku tak jak wspominałam, często wzorowałam się na moim Tacie bo grał w piłkę całe życie i był dla mnie w tym wzorem.
Jak rodzina, znajomi reagują na fakt, że trenujecie piłkę nożną?
Wiktoria: Generalnie cieszą się, że trenujemy, spędzamy aktywnie czas, wspierają, kibicują, przyjeżdżają na nasze mecze – potrafią bardzo głośno dopingować, czasem aż za bardzo (śmiech). Pamiętam że w moim przypadku Babcia była trochę negatywnie z początku nastawiona ogólnie do treningów i poważniejszego podejścia do piłki, ale z czasem też to zaakceptowała i teraz jest ze mnie dumna.
Helena: Ja jak przyjeżdżam do Babci słyszę od niej słowa podziwu, że np. pomimo mrozu trenujemy i biegamy w taką pogodę.
Amelia: Wiadomo, że czasem rodzina narzeka, że mnie nie ma w domu bo mecze często wypadają w weekendy. W tygodniu też rzadko się widzimy, ale generalnie myślę, że podziwiają mnie, wspierają i trzymają za mnie kciuki.
Jak wygląda taki Wasz typowy dzień/ tydzień?
Amelia: Mamy dosyć intensywne tygodnie. Jest dużo zajęć w szkole, mamy zaplanowane zajęcia na siłowni, na boisku, czasami też gramy wspólnie z dziewczynami w inne sporty, nie tylko piłkę nożną. Trzeba znaleźć złoty środek żeby pogodzić te aktywności sportowe z nauką, ale da się to zrobić. Gdy mecz wypada w sobotę to zostajemy w bursie i nie wracamy do siebie do domu. Później dopiero ewentualnie po meczu w niedziele jest okazja aby spotkać się z rodziną.
Jakie są Wasze pierwsze wrażenia po przyjściu do Polonii i odczucia po rundzie jesiennej?
Amelia: Pozytywne, wszystko jest dobrze zorganizowane, w drużynie panuje dobra atmosfera. Sztab trenerski jest bardzo wyrozumiały, zawsze można z nimi o wszystkim porozmawiać.
A jakie macie marzenia związane z piłką nożną? Jak widzicie swoją przyszłość?
Helena: Myślę, że takim na tu i teraz celem jest awans z Polonią do II ligi. Na dłuższą metę to chciałabym zagrać kiedyś w Finale Ligi Mistrzyń.
Wiktoria: Chciałabym się rozwijać, wspierać Polonię najbardziej jak się da, pomóc w tym awansie. Uważam, że zbudowałyśmy już teraz fajną drużynę, tylko musimy jeszcze dołożyć kilka elementów i będziemy na dobrej drodze do realizacji tego celu.
Na co dzień w III. lidze grają również rezerwy kobiecej drużyny Legii Warszawa, naszego derbowego rywala. Czy możecie powiedzieć jak wyglądała rywalizacja z tymi zawodniczkami?
Helena: To była trudna rywalizacja. Ich zawodniczki są bardzo dobrze przygotowane, są dobrymi piłkarkami, ale nie odstawałyśmy od nich w rundzie jesiennej. Przegrałyśmy tylko 0:1, tracąc bramkę po rzucie wolnym. Z akcji przeciwniczki nie stworzyły za dużo sytuacji bo im na to nie pozwalałyśmy. To był wyrównany mecz, w rewanżu postaramy się zaprezentować jeszcze lepiej.
Przed nami inauguracja rundy wiosennej w wykonaniu naszego futbolu kobiecego. Powiedzcie czy doping naszych kibiców zgromadzonych na Saharze byłby dla Was dodatkowym wsparciem i niósł Was jeszcze bardziej do realizacji celów?
Wiktoria: Zdecydowanie! Myślę, że to by było dla nas bardzo duże wsparcie. Większość meczów gramy u siebie w rundzie wiosennej, więc bardzo będziemy chciały je wygrać i zaprezentować się jak najlepiej na boisku. Tym bardziej zapraszamy wszystkich chętnych kibiców do wspierania Czarnych Syrenek podczas naszych domowych meczów rozgrywanych na boisku bocznym przy Konwiktorskiej 6 – popularniej „Saharze”. Do zobaczenia!










