Cofnij

Arcyważne zwycięstwo z Górnikiem Łęczna – walczymy dalej!

Klub

10 V 2026

Arcyważne zwycięstwo z Górnikiem Łęczna – walczymy dalej!

Starcie z Górnikiem Łęczna miało w sobie wszystko, co elektryzuje kibiców. Obie ekipy wybiegły na boisko pod wielką presją, choć z zupełnie innych powodów: my śniliśmy o barażach, podczas gdy goście z Lubelszczyzny bili się o przetrwanie i ligowy byt. Smaczku całej rywalizacji dodawały kadrowe powiązania, bo przecież Souleymane Cissé i İlkay Durmuş jeszcze niedawno przywdziewali zielono-czarne barwy, a w kadrze Górnika znajdował się nasz wychowanek – Bartosz Biedrzycki. Po jesiennym zwycięstwie 2:1 w Łęcznej wiedzieliśmy jedno – rany u rywala wciąż były świeże, a rewanż przy Konwiktorskiej zapowiadał się na twardą, bezkompromisową bitwę o trzy punkty.

Pierwsza połowa przy Konwiktorskiej to był prawdziwy rollercoaster emocji, który spokojnie mógłby obdzielić kilka spotkań. Dani Vega mógł mówić o potwornym pechu, gdy po jego strzale z rzutu wolnego piłka huknęła w poprzeczkę, a w kilku innych akcjach brakowało dosłownie centymetrów, by futbolówka zatrzepotała w siatce. Chwile grozy przeżyliśmy też pod własną bramką, ale wtedy do akcji wkroczył Mateusz Kuchta – nasz golkiper popisał się absolutnie fenomenalną paradą, ratując zespół przed utratą gola. Niewykorzystane sytuacje gości zemściły się w 40. minucie: powracający do jedenastki Simon Skrabb zachował zimną krew i pewnym strzałem wyprowadził Polonię na prowadzenie. Dzięki niemu Czarne Koszule schodziły na przerwę z zasłużonym 1:0, pewnie kontrolując boiskowe wydarzenia.

Druga połowa zaczęła się od wysokiego C – Poloniści ruszyli z agresywnym pressingiem, chcąc za wszelką cenę utrzymać kontrolę nad meczem. Prawdziwym bohaterem 56. minuty został İlkay Durmuş, który w ostatniej chwili „skasował” groźną kontrę rywala, ratując nas przed sytuacją sam na sam i niemal pewną stratą gola. Niestety, z biegiem czasu na murawie zaczęło robić się coraz gęściej od wzajemnych fauli, a mecz stracił na płynności. Sędzia miał pełne ręce roboty, regularnie studząc zapał gości żółtymi kartkami, a apogeum nerwowości nastąpiło na ławce Górnika, gdy trener drużyny Jurij Szatałow został odesłany do szatni z czerwoną kartką. Prawdziwe trzęsienie ziemi nastąpiło jednak dopiero w doliczonym czasie gry, który zamienił się w absolutny dreszczowiec. Gdy Łukasz Zjawiński wpakował piłkę do siatki, podwyższając wynik na 2:0, trybuny przy Konwiktorskiej niemal oszalały z radości, wierząc, że losy meczu są już rozstrzygnięte. Radość była jednak przedwczesna, bo Górnik odpowiedział błyskawicznie – Mateusz Hołownia zdobył kontaktową bramkę, wlewając nadzieję w serca gości i fundując nam niezwykle nerwowe ostatnie sekundy. Ostatecznie jednak defensywa Polonii przetrwała ten napór, a „Czarne Koszule” z ogromnym poświęceniem dowiozły zwycięstwo 2:1 do końcowego gwizdka. Cel został osiągnięty: trzy punkty zostają w stolicy!

Polonia Warszawa – Górnik Łęczna 2:1 (1:0)

40. Skrabb, 90.+ Zjawiński, 90.+ Hołownia


Polonia
: Kuchta, Durmus,  Budnicki, Cisse (66. Salihu), Terpiłowski (81. Hoxhallari), Gnaase, Dadok (76. Brasido), Piotrowski (66. Wojciechowski), Skrabb (76. Kostorz), Vega, Zjawiński