Poznajcie bliżej Davída Ólafssona, pierwszego Islandczyka w historii Polonii Warszawa. Zapraszamy do wywiadu z naszym nowym zawodnikiem.
– Witaj w Polonii Warszawa, Davíd. Jesteś naszym drugim nowym zawodnikiem w tym letnim okienku transferowym. Jak opisałbyś swoją pozycję na boisku?
D.Ó: Myślę, że wyjściowo jestem oczywiście lewym obrońcą w czwórce z tyłu, ale grałem też jako wahadłowy w innym systemie. Generalnie dobrze czuję się na całej lewej stronie – oczywiście w zadaniach defensywnych również. Powiedziałbym, że jestem szybki, dobrze radzę sobie w pojedynkach jeden na jeden w obronie, potrafię dobrze wyskoczyć do piłki i mam niezłe ustawianie się na boisku. Myślę też, że w ofensywie potrafię dać zespołowi dobre dośrodkowania.
– A wolisz grę w obronie czy w ataku?
D.Ó: Kiedy byłem młodszy, zdecydowanie bardziej ciągnęło mnie do ataku, ale dzisiaj to oczywiście mieszanka jednego i drugiego. Nie powiem, że nie chcę notować asyst czy strzelać goli, ale jako lewy obrońca uważam, że w piłce nożnej powinno się najpierw stawiać na defensywę, a gra z przodu przychodzi naturalnie jako kolejna rzecz.
– Prawdopodobnie o tym nie wiesz, ale jesteś pierwszym zawodnikiem z Islandii w całej historii naszego klubu. Islandia to bardzo mały kraj. Czym dla Waszego narodu jest piłka nożna?
D.Ó: Uważam, że to ogromna część naszego życia. Oczywiście tradycyjnym sportem, tym uchodzącym za największy na Islandii, jest na przykład piłka ręczna, ale ogólnie sport ma u nas wielkie znaczenie. Od najmłodszych lat zazwyczaj trenuje się dwie lub trzy dyscypliny – może to być piłka ręczna, koszykówka, piłka nożna… Ja na przykład na początku trenowałem gimnastykę, a dopiero potem zająłem się piłką. Sport jako całość to wielka rzecz, również dlatego, że jesteśmy małym krajem. Nie powiem, że nie ma u nas nic innego do roboty, ale od małego każdy po prostu chce robić coś związanego ze sportem.
– Twój pierwszy klub pochodził z Twojego rodzinnego miasta. Czy trudno było podjąć decyzję o wyjeździe do innego kraju w poszukiwaniu nowych celów i doświadczeń?
D.Ó: Tak, oczywiście. Ta szansa pojawiła się… może nie byłem już taki bardzo młody, kiedy wyjechałem grać profesjonalnie za granicę, ale to zależy. Grałem dobrze na Islandii i pojawiła się okazja. Usiadłem z rodziną, przedyskutowaliśmy wszystkie plusy i minusy tej decyzji i uznałem, że chcę to robić tak długo, jak to możliwe i dopóki będę wystarczająco dobry. Zdecydowanie było to trudne, ale koniec końców, jeśli chcesz grać na wyższym poziomie niż liga islandzka, musisz wyjechać za granicę.
– Jak to się stało, że ze Skandynawii – bo grałeś przecież w Norwegii i Szwecji – trafiłeś ostatecznie do Polski? Ktoś polecił Ci nasz kraj lub ligę?
D.Ó: Nie, to wyglądało raczej tak: grałem w Norwegii, kiedy skończyłem tam przygodę, przeniosłem się do Szwecji. Rozegrałem tam dobry sezon, w zasadzie dwa sezony, i wtedy zadzwonił mój agent z informacją, że mam ofertę z Polski. Wtedy, o ile pamiętam, chodziło o Kraków. Wiedziałem, że Polska to właściwie popularny kierunek wakacyjny dla Islandczyków, zwłaszcza w ostatnich latach – mieliśmy przecież bezpośrednie loty do Warszawy i Katowic. Miałem więc jakąś wiedzę, ale i tak był to dla mnie lekki szok, bo nigdy wcześniej nie miałem żadnych powiązań z Polską. Jednak, odkąd podpisałem kontrakt z poprzednim klubem, naprawdę polubiłem Wasz kraj. Szczerze mówiąc, czuję się tu jak w domu. Uważam, że to świetne miejsce do życia.
– Wielu obcokrajowców twierdzi, że polska liga jest niedoceniana. Zgadzasz się z tym?
D.Ó: W stu procentach. Myślę, że to widać wszędzie. Wcześniej grałem w Grecji i tam jest podobnie – po prostu na świecie jest wielu bardzo dobrych zawodników, a w Polsce jest mnóstwo piłkarzy o ogromnej jakości indywidualnej.
– Wspomnieliśmy już, że grałeś w wielu różnych ligach – w Szwecji, Islandii, Norwegii, Polsce i przez ostatnie miesiące w Grecji. Czym się charakteryzują te ligi?
D.Ó: Postaram się streścić. W Norwegii futbol opiera się w dużej mierze na fizyczności. Myślę, że liga norweska jest pod wieloma względami dość podobna do polskiej – gra jest bardzo taktyczna, liczy się wytrzymałość i siła. Występują tam silni zawodnicy, którzy doskonale wiedzą, jak trzymać się swoich pozycji na boisku. Szwecja to z kolei bardziej swobodna, płynna gra. Jeśli jesteś zawodnikiem ofensywnym lub po prostu lubisz dryblować, gra w tamtejszej lidze sprawi Ci ogromną przyjemność. Ja sam bardzo miło wspominam czas spędzony w Szwecji. Jeśli chodzi o Grecję, powiedziałbym, że tam liczy się czysta jakość indywidualna. Gra tam mnóstwo świetnych piłkarzy, na przykład z Ameryki Południowej czy właściwie z całego świata. Jednak z mojej perspektywy, kiedy grałem w Polsce, tutejszy styl najbardziej mi odpowiadał. Myślę, że jest tutaj wielu zdyscyplinowanych zawodników – jeśli sztab przygotuje plan na mecz, po prostu ściśle się go trzymamy. Oczywiście w poszczególnych graczach drzemie też ten czynnik nieprzewidywalności, ale tak w skrócie opisałbym różnice między tymi krajami.
– Czyli te różnice i specyfika naszej ligi były powodem, dla których zdecydowałeś się wrócić do Polski?
D.Ó: Zdecydowanie. Kiedy odchodziłem z Polski, powiedziałem moim bliskim oraz ludziom wokół mnie, że bardzo chciałbym tutaj jeszcze wrócić. Gdyby pojawiła się taka okazja, na pewno podszedłbym do tematu poważnie. No i byłem akurat na urlopie, kiedy usłyszałem, że Polonia wykazuje mną zainteresowanie. Od razu bardzo się podekscytowałem. Cieszę się, że tu jestem, nie mogę się doczekać startu i mam nadzieję, że pójdzie mi tutaj jak najlepiej.
– Powiedzieliśmy wcześniej, że Islandia nie jest dużym krajem, ale sport jest dla Was niemal jak religia. Jak trudno jest wywalczyć powołanie do reprezentacji narodowej?
D.Ó: Na to pytanie można spojrzeć dwojako. Z jednej strony na Islandii mieszka około 360 tysięcy ludzi. To niewiele, więc ktoś mógłby pomyśleć: „O, pewnie łatwiej dostać się do kadry, bo nie ma tak dużej konkurencji”. Z drugiej strony, tak jak wspomniałeś, mamy bardzo wielu profesjonalnych piłkarzy grających w mocnych ligach zagranicznych, zwłaszcza w Skandynawii. Mieliśmy zawodników w Premier League, sami graliśmy na wielkich turniejach, a obecnie nasi piłkarze występują chociażby w La Liga czy we francuskiej Ligue 1. Z tego powodu w żadnym kraju powołanie nie jest rzeczą oczywistą. Dla mnie osobiście znaczyło to bardzo wiele. Na początku zagrałem kilka meczów towarzyskich, a potem przyszedł czas na spotkania o punkty. To był prawdopodobnie jeden z najwspanialszych okresów w mojej karierze, ponieważ gra w narodowych barwach zawsze wiąże się z zupełnie inną odpowiedzialnością. To są inne mecze – nie przypominają tych z regularnych rozgrywek ligowych, to całkiem inna bajka. Dla mnie to było niesamowite i zarazem piękne doświadczenie.
– A co byś wskazał jako Twoje dotychczasowe najpiękniejsze wspomnienie w karierze?
D.Ó: Myślę, że na przykład sukcesy w Norwegii, bo dwukrotnie graliśmy na zapleczu najwyższej ligi i dwa razy wywalczyłem z zespołem awans. Wygranie ligi i wejście na najwyższy szczebel to oczywiście wspaniałe chwile. Ale jeśli mam być zupełnie szczery, to ten hat-trick z Motorem Lublin, którego strzeliłem, jest prawdopodobnie czymś, czego nigdy nie zapomnę. To bez wątpienia jeden z najważniejszych i najbardziej spektakularnych momentów w mojej dotychczasowej karierze.
– Nie wiem, czy sprawdzałeś wcześniej zawodników z naszej drużyny, ale gra tutaj Patryk Janasik, z którym występowałeś w Cracovii. Jak wspominasz wspólną grę z nim?
D.Ó: Tak, jasne! Pamiętam go jako świetnego człowieka i super gościa – zresztą jak każdego Polaka, którego do tej pory spotkałem. To bardzo dobry zawodnik. Rozmawiałem z nim chwilę przed przyjściem tutaj. Znam też bardzo dobrze Simona Skrabba, grałem z nim w Szwecji. Więc tak, to zawsze miłe, kiedy trafiasz do nowego zespołu i od razu widzisz znajome twarze. Możesz z nimi pogadać, a w tych pierwszych dniach, kiedy nikogo jeszcze nie znasz, oni mogą Ci wytłumaczyć, jak to wszystko tutaj działa. Dzięki temu zyskujesz lepszy obraz klubu, organizacji i tych wszystkich małych rzeczy, których mógłbyś się tak szybko nie dowiedzieć, przychodząc do bazy, gdzie kompletnie nikogo nie znasz.
– Na koniec naszego wywiadu mam nieco luźniejszy temat. Być może domyślasz się, o co chcę zapytać… W dzieciństwie bardziej chciałeś być piłkarzem czy aktorem?
D.Ó: (śmiech) Tak, z tym aktorstwem to wyszło trochę tak, że zostałem w to wciągnięty. Ponieważ trenowałem gimnastykę, kilku reżyserów na Islandii bardzo polubiło to, że potrafię robić salta w tył i tym podobne akrobacje. W ten sposób poniekąd wszedłem w ten świat. Ale jeśli pytasz o mój ostateczny wybór, to nadszedł moment, w którym musiałem podjąć twardą decyzję. Dostałem ofertę zagrania konkretnej roli, ale powiedziałem: „Nie, dziękuję”, ponieważ chciałem w stu procentach skupić się na piłce nożnej. Miałem wtedy około 15-16 lat i na tym etapie zakończyłem tę przygodę. Więc tak – oczywiście od zawsze chciałem być piłkarzem!
– Jak często ludzie orientują się, że to dziecko z serialu „Leniuchowo” to byłeś Ty?
D.Ó: Szczerze mówiąc, myślę, że ludzie muszą o tym najpierw gdzieś przeczytać. To nie jest tak, że spojrzysz na ekran i od razu powiesz: „O, to on!”. Ale na przykład w Polsce ten program był ogromnie popularny. Słyszałem, że w niektórych krajach, jak w Niemczech czy właśnie u Was, to był potężny hit dla dzieciaków. Nie wszędzie na świecie ludzie o tym wiedzą, ale za każdym razem, gdy ktoś się dowiaduje – i jest to kraj, w którym ten serial leciał w telewizji – reakcja zawsze jest bardzo zabawna.
– Tak, bo kiedy usłyszałem o zawodniku z Islandii, który grał w Cracovii i to zobaczyłem, od razu pomyślałem: „O matko, to był on!” (śmiech).
D.Ó: Dokładnie tak! Z tego co pamiętam, to był bardzo fajny czas, ale też komiczny, bo ten temat wraca praktycznie w każdym wywiadzie i rozmowie, kiedy dziennikarze o tym wyczytają. To były super chwile, robiłem wtedy sporo takich rzeczy – grałem w teatrze, występowałem w reklamach. Dzisiaj właściwie… nie powiem, że jestem nieśmiały, ale na pewno nie jestem już tak otwarty i przebojowy jak wtedy, gdy byłem młodszy i rwałem się przed kamerę. Teraz jestem raczej bardziej skryty i trzymam się z boku.
– Davíd bardzo Ci dziękuję za rozmowę. Życzę powodzenia i witamy w Polonii!
D.Ó: Wielkie dzięki!







