71. ROCZNICA ZDOBYCIA MISTRZOSTWA POLSKI NA GRUZACH WARSZAWY
01/12/2017

W trakcie II wojny światowej poległo lub zaginęło wielu piłkarzy i działaczy Czarnych Koszul. Mimo to, zaraz po wojnie Polonia została Mistrzem Polski. W finałowym spotkaniu rozegranym na stadionie Wojska Polskiego przy ulicy Łazienkowskiej, w obecności 25 tysięcy widzów zespół Czarnych Koszul pokonał AKS Chorzów 3:2.

Poloniści zagrali w składzie: Henryk Borucz (60 Zdzisław Sosnowski) - Zdzisław Gierwatowski, Władyslaw Szczepaniak - Antonii Wołosz, Edward Brzozowski, Jerzy Fronczak - Henryk Przepiórka, Zygmunt Ochmański, Tadeusz Świcarz, Jerzy Szularz, Stanislaw Woźniak.

Czarne Koszule rozpoczęły mecz z większym animuszem i już w 12. minucie objęli prowadzenie, po składnej akcji i przepięknym uderzeniu piłki przez Woźniaka. Chorzowianie groźnie kontratakowali, ale nie byli w stanie pokonać doskonale interweniującego na linii bramkowej Borucza. W 21. minucie meczu na strzał z dystansu zdecydował się Świcarz i było już 2:0. Tuż przed przerwą chorzowianie dopieli swego i schodzili do szatni ze stratą tylko jednej bramki. Tymczasem niedługo po wznowieniu gry arbiter usunął z murawy napastnika AKS, mimo to z minuty na minutę chorzowianie uzyskiwali coraz większą przewagę. Jakby tego było mało, w 60. minucie, po zderzeniu z rywalem nieprzytomnego Borucza zniesiono z boiska, a jego miejsce zajął Sosnowski. Osiem minut później, po jednej z kontr, Świcarz ponownie skierował piłkę do bramki rywali, którzy tuż przed końcem ponownie uzyskali kontaktową bramkę. Na więcej już im jednak Poloniści nie pozwolili i po końcowym gwizdku arbitra tysiące sympatykow Czarnych Koszul wbiegło na boisko, znosząc na rękach swoich pupili do szatni. Następnego dnia "Express Wieczornym" na pierwszej stronie zamieścił relacje z meczu z jakże wymownym tytułem - "Takiej przyjemności jeszcze nikt nigdy Warszawie nie zrobił".

Jak na ironię, w tym czasie najstarszy klub w Stolicy nie posiadał własnego obiektu (murawa zryta gąsienicami niemieckich czołgów), trenując i rozgrywając mecze na obiekcie Legii. Mimo to Polonia była wówczas jedną wielką rodziną, w której każdy mógł liczyć na wsparcie i konkretną pomoc. Polonijną rodzinę stanowili nie tylko piłkarze, ale również sympatycy klubu - drobni przedsiębiorcy, sławni warszawscy rzemieślnicy i handlowcy, ktorzy wspomagali finansowo zespół - kupowali stroje, buty piłkarskie, organizowali napoje, fundowali przejazdy i dofinansowywali zawodników, dopóki komunistycznymi nakazami nie doprowadzono do ruiny tak zwanej prywatnej inicjatywy. Opiekujący sie klubowym sprzętem Ignacy Niewczas cały ówczesny majątek klubu gromadził w papierowej torbie po cemencie. Sukces niewątpliwie uchronił klub przed upadłością.

"Jak doszło do tego, że drużyna z gruzów zdobyła tytuł? Sam, choć minęło tyle lat, nie mogę tego do końca zrozumieć. Nasza siła tkwiła w tym, że złączeni biedą i trudnościami, tworzyliśmy jedną wielką rodzinę, w której każdy mógł w ciężkiej chwili liczyć na pomoc kolegi. Na boisku i poza nim..." - wspominał po latach napastnik Czarnych Koszul Jerzy Szularz.

Powrót